czwartek, 9 lipca 2015

Druga Szansa

Muzyka 


"Przeszłość potrafi przytłoczyć człowieka, zamknąć szczelnie w swoich sidłach jeśli choć raz spojrzy się na nią niewłaściwie. To ona wydrapuje rany i zostawia blizny, których tak ciężko jest się pozbyć."

          Słowa, które idealnie pasują do sytuacji w jakiej się znajduję, chociaż pisane były jakieś 4 lata temu. Wypowiedziała je jedna z bohaterek moich starych opowiadań. Teraz to ja znajduję się na jej miejscu. Cóż za ironia losu. Stałam się więźniem własnych wspomnień, które powinny tylko dopełniać strony mojej prawdziwej historii. Obiecywałam sobie, że to nie będzie miało żadnego wpływu na moją przyszłość, a jednak. Coś poszło nie tak i nie dałam rady zapomnieć, ale może to, i lepiej. Może już nie popełnię tych samych błędów, co kiedyś. Może już nie będę się zachowywać tak jak ta głupiutka, nie rozumiejąca działania mechanizmu świata nastolatka. Może...
- Marti! Ściągniesz mi kakao z półki? Proszę. - przed moimi oczami pojawiła się znikąd twarz Bianci wyrywając mnie przy tym z przemyśleń. Chociaż to chyba lepiej, bo zaczęłabym wymyślać, co raz gorsze scenariusze i wszystko zaczęłoby zmierzać na niewłaściwe tory.
- Już idę. Już. - przewróciłam oczami uśmiechając się lekko. Trzeba nałożyć maskę uśmiechniętej i pogodnej młodej kobiety, bo przecież świat nie potrzebuje wiedzieć w jakim stanie obecnie się znajdujemy. Podniosłam swój szanowny tyłek z fotela i skierowałam się w stronę kuchni, gdzie już od dobrej chwili znajdowała się młoda Valetni z szerokim uśmiechem i wyciągniętą ręką w stronę kakao. Podeszłam do szafki i stając na palcach ściągnęłam pudełko z brązowym proszkiem. Podałam go małej i usiadłam na krześle oglądając, jak Bianca próbuje przyrządzić sobie idealny napój. Cóż...W kuchni to ona zachowuje się zupełnie tak samo jak jej starsza siostra. Kiedy skończyła usiadła na przeciw mnie z ogromnym kubkiem i zaczęła mi się badawczo przyglądać.  Po chwili otworzyła swoje usta, zapewne po to, by coś powiedzieć, ale do kuchni wpadła zdyszana Lucia błagając o coś do picia. Jest zima, od naszego mieszkania do jej miejsca pracy jest jakieś 10 minut drogi spacerkiem, a ona wygląda jakby przebiegła maraton na równiku.  Kiedy dostała w swoje ręce butelkę z wodą od razu się do niej przyssała i wypiła niemal całą. 
- Lucia czym ty się tak zmęczyłaś? - zapytałam schodząc ze stołka. W międzyczasie zdążyłam usiąść na blacie jednej z szafek. 
- A trochę długa historia...- machnęła ręką zajmując moje wcześniejsze miejsce.
- Akurat, bo ci uwierzę! - prychnęłam - Nie widziałyśmy się raptem kilka godzin, a ty mi tu mówisz, że długa historia. 
- Żebyś wiedziała, że długa. A tak w ogóle to czemu ty jeszcze nie śpisz? - zapytała przenosząc wzrok ze mnie za osobę Bianci, która jak do tej pory siedziała cicho.
- Bo piję kakao. - odparła bądź, co bądź zgodnie z prawdą. Starsza Valenti pokręciła tylko głową i oparła ją o swoją dłoń.
- Jak wypijesz to idziesz spać, ok? 
- Dobrze, dobrze - mała pokiwała głową po czym szybko dopiła resztę napoju i podreptała w stronę pokoju Luci. Obie odprowadziłyśmy ją wzrokiem i przez dłuższą chwilę siedziałyśmy w ciszy. 
- To, co? Idziemy do twojego pokoju? Masz większe łóżko. - popatrzyła na mnie Lucia z proszącą miną, żebym nie kazała jej spać na kanapie, tak jak ostatnim razem. Nie odezwałam się słowem , tylko machnęłam dłonią, żeby poszła za mną. Uradowana dziewczyna podniosła się z krzesła i niemalże w podskokach zaczęła zmierzać w kierunki mojego pokoju. Po krótkiej chwili obie siedziałyśmy na łóżku i wpatrywałyśmy się w okno bez wypowiedzenia nawet jednego słowa. Poprawka, ja patrzyłam w okna, a Włoszka raczej przyglądała się mi ale to nie ważne. Czasami zdarzało się, że wytrwałyśmy w takiej ciszy nawet kilka godzin, ale nie tym razem.
- Marti coś się stało? Nie wyglądasz zbyt dobrze...- powiedziała Lucia, która przyglądała mi się od dłuższej chwili.
- Nic takiego, po prostu...
- Po prostu się zamyśliłaś? Proszę cię...Zbyt długo cię znam, żeby się na to nabrać. No, to jak wszystko sobie wyjaśniłyśmy, to możesz opowiedzieć, co się stało. - kończąc swoją wypowiedź, szturchnęła mnie w ramię, po czym odwróciła w swoją stronę.  Chyba muszę zacząć wymyślać jakieś nowe wymówki, bo stare przestają działać i dzieje się to, co miało miejsce przed chwilą, czyli Lucia dokańcza moją wypowiedź za mnie.
- No przecież mówię, że nic.
- Nie kłam, bo ci nos urośnie. - ah...to teraz stosuje metodę, na dziecko. Jesteśmy powiedzmy, że dorosłe, a czasem zachowujemy się jak jakieś pięciolatki.
- Chyba dopadła mnie przeszłość. Spotkałam...zobaczyłam...ehh...Czy ja naprawdę jestem głupia, a może to już choroba psychiczna? - spojrzałam na nią licząc, że zrozumiała, o co mi chodzi oraz chciałam zobaczyć jej reakcje, na którą zresztą nie musiałam długo czekać.
- Ale jak? Widziałaś? Rozmawiałaś z nim? On z tobą? Jesteś pewna? - zaczęła zadawać pytania i gdybym jej nie przerwała, nie wiadomo ile by ich jeszcze padło.
- Normalnie. Mówiłam, że widziałam. Nie rozmawiałam. I tak jestem pewna. - często mówimy do siebie pół-słówkami, lub przerywamy sobie w połowie zdania, jednak zawsze wiemy, co powiedzieć.  Jednak tym razem, Lucia wyglądała, jakby  zapomniała języka w buzi. Po jednej z tych dłuższych chwil Włoszka zdołała jedynie wydusić z siebie, krótkie "aa".
- I tylko tyle? To może chociaż powiesz mi, czy jestem jeszcze normalna? - zapytałam udając oburzenie, ale tak na serio, to spodziewałam się takiej reakcji.
- Nie. Jesteś obłożnie chora, a na tę chorobę nie ma lekarstwa. Panno Walczak, to jest miłość. Nieuleczalna i śmiertelna choroba. - powiedziała głosem pełnym powagi, chcąc brzmieć i zapewne wyglądać profesjonalnie.
- Lucia! Ja mówię poważnie.
- A ja ci całkiem poważnie odpowiadam. Ciągle go kochasz, natomiast światu próbujesz wmówić coś innego. Gdybyś nic do niego nie czuła nie przejmowałabyś się jego obecnością. Nie siedziałabyś tu teraz ze mną i nie gadała o nim. Byłby dla ciebie obojętny. Ale obie wiemy, że tak nie jest i nie wmówisz tego ani sobie, ani tym bardziej mi. - chciała zakończyć swój wykład, ale chyba dostrzegła świeczki w moich oczach - I nie płacz mi tutaj, bo nie masz powodu. - dopowiedziała i mnie przytuliła. Dlaczego ja jestem taka słaba? Dlaczego zachowuje się jak jakaś nastolatka? Muszę się uspokoić, bo później może być tylko gorzej.
- Dziękuję, że jesteś - powiedziałam cicho.
- Nie masz za co. A tak w ogóle to, o kim my rozmawiałyśmy?- zapytała, a mnie to pytanie zaskoczyło? Wtrąciło z równowagi? Nie wiem, ale na pewno oniemiałam.
- Co? - wypowiedziałam
- No, o kim rozmawiałyśmy?- powtórzyła po raz drugi swoje pytanie.
- Ja myślałam, że wiesz...- urwałam i popatrzyłam na nią lekko zdziwiona.
- Aaa! Wiem! - wykrzyknęła ucieszona, na co ja przewróciłam oczami. Czasem wydaję mi się, że nie rozumiemy siebie tak do końca, ale to chyba normalne.
Resztę nocy planowałyśmy po prostu przesiedzieć oglądając filmy, ale jak to w naszym zwyczaju bywa usnęłyśmy zaraz na wstępie.
          Rano obudził nas dźwięk mojego telefonu. Odszukałam go i na wpół przytomna odebrałam nawet nie patrząc, kto dzwoni.
- Słucham? - powiedziałam próbując zatrzymać ziewnięcie.
- Cześć młoda!- w słuchawce usłyszałam jak zwykle rozbawiony głos mojego chrzestnego.
- Hej! Coś się stało? - zapytałam zdziwiona jego telefonem.
- A czy musi się coś dziać, żeby twój kochany wujek dzwonił?- odpowiedział pytaniem na pytanie, ale słychać było rozbawienie w jego głosie.
- Raczej tak. Ostatnim razem jak dzwoniłeś, to tylko po to, by pochwalić się, że spaliłeś połowę kuchni, a drugą zalałeś wodą próbując ugasić pożar. A więc?
- Rozgryzłaś mnie. Załatwiłem ci pracę. - odparł z powagą, na co ja z kolei zareagowałam śmiechem.
- Serio? Czy to tylko kolejny z twoich jakże oryginalnych żartów?
- Przyjedziesz do mnie po południu, to ci opowiem. A na teraz to wszystko. Trzymaj się!- zakończył połączenie zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Nie pozostaje mi nic innego jak zebrać się w jak najkrótszym czasie i wyruszyć do kochanego wujka.

--------------------------
Przedstawiam kolejny rozdział ^.^ Nawet mi się podoba, ale końcówkę po prostu zniszczyłam. W ogóle to, to zakończenie miało być całkiem inne, ale wyszło, jak wyszło. W kolejnym rozdziale poznamy kolejnych bohaterów, przynajmniej mam takie plany, ale co z tego wyjdzie to nie mam pojęcie. A właśnie! Na początku nasza główna bohaterka jest mazgają, taką ofiarą losu, ale z czasem pokaże swój charakterek xdd
HOPE YOU LIKE IT! :D
PS. Dziękuję, za te dwa, jakże ważne dla mnie komentarze ^.^

4 komentarze:

  1. Tak tajemniczo się rozpoczyna xD Ciekawe jak dalej się potoczą dalsze losy bohaterki ? Kim jest ten ON ? No i jaka prace załatwił jej stryjek ?
    Jest fajnie :)
    Czekam na następny :)
    PS: Proszę cię o informacje o kolejnym rozdziale u mnie na blogu
    enjoy--every--moment.blogspot.com/
    Pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgaduję, że rozmawiały o byłym?
    Zgadzam się, bardzo tajemniczo się rozpoczyna, no i jeszcze ta praca!
    Już nie mogę się doczekać następnego, więc pisz jak najszybciej :)
    Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. "Rozmawiałaś z nim? On z tobą?" hahahahah kocham! <3
    Nie sprawdzałam zakładki "bohaterowie" i chyba tego nie zrobię. To znaczy jeżeli ciekawość mnie nie zje od środka! :3
    Czekam na nastepny ^^

    OdpowiedzUsuń